Strona główna
  Życie

  Kanonizacja
  Pisma
  Relacje
  Artykuły
  Książki
  Strony WWW
  O nas
  Kontakt
     

  

S. Józefa Ledóchowska

ŻYCIE DLA INNYCH

W prześlicznej podkarpackiej okolicy, na południe od Bochni, w dolinie rzeki Usznicy, otoczonej lesistymi wzgórzami, leży stare historyczne miasteczko Lipnica Murowana, a na drugim brzegu rzeki - wieś Lipnica Dolna, niedawno włączona do miasta. Tam, w obramowaniu wysokich drzew, dostrzec można jeszcze dziś bielejące ściany dawnego dworu, w którym obecnie mieści się szkoła.

Przed stu laty przyjechali tu Antoniostwo Ledóchowscy dla obejrzenia domu i majątku ziemskiego, 300-morgowej resztówki niegdyś rozległych dóbr, gdyż trafiła się dobra okazja kupna tej posiadłości. Piękno okolicy ich zachwyciło, dom wydał się wygodnym, więc zdecydowali się na ulokowanie tutaj reszty swoich kapitałów.

Powróciwszy do St. Pölten rodzice oznajmili dzieciom, że są już w posiadaniu majątku ziemskiego w Polsce i niedługo cała rodzina tam się przeprowadzi. Ta wiadomość została przyjęta przez dzieci z wielką radością. Cieszyła je myśl, że wreszcie zamieszkają w ojczystym kraju, którego dzieje i literaturę znały z opowiadań ojca. Zwłaszcza dwie najstarsze córki były uradowane. "Dzieci - pisze ojciec - przyjęły wiadomość z zachwytem. Maria Teresa przyszła mnie uściskać ze łzami w oczach, a droga Julia głośno wyrażała swoją radość".

I rzeczywiście niedługo zaczęła się przeprowadzka.

W drodze do Lipnicy rodzice z czterema córkami zatrzymali się w Krakowie i pozostali tu kilka tygodni. Czas ten wykorzystano na nawiązanie stosunków towarzyskich oraz zwiedzanie tego pięknego miasta i jego historycznych zabytków. Tu Julia obchodziła osiemnastą rocznicę urodzin. Nowa ojczyzna wywarła na niej głębokie wrażenie. Chciała jak najprędzej zżyć się z nią, wydoskonalić znajomość języka polskiego, zapoznać się dokładnie z literaturą i historią, więc poprosiła, by na prezent w dniu urodzin rodzice kupili jej Antologią poetów polskich. Otrzymała ją od ojca z następującą dedykacją: "Moja najdroższa Joujou! Na pamiątkę Twego pierwszego pobytu w Krakowie życzę Ci z całego serca błogosławieństwa Bożego i wszelkiego szczęścia na ojczystej ziemi. Daję Ci w dniu Twych urodzin tę książkę, którą sobie życzyłaś, Twój nader Cię kochający ojciec. A. Ledóchowski. Kraków, dnia 17 kwietnia 1883".

Przyjazd do Lipnicy odbył się według staropolskiego zwyczaju: na spotkanie nowych właścicieli wyruszyła chłopska banderia na koniach, w barwnych krakowskich strojach, a przed bramą triumfalną ustawioną na rynku burmistrz miasteczka witał przybyłych chlebem i solą. Wokoło zgromadziła się licznie okoliczna ludność. Jakże nie miało tego odczuć z wdzięcznością wrażliwe serce Julii!

Niebawem, minąwszy bramę wjazdową, dwie bryczki zajechały przed dom, który miał stać się odtąd domem rodzinnym Ledóchowskich. Nie przeżyli tego momentu synowie, gdyż trzej najstarsi z pierwszego małżeństwa Antoniego już się usamodzielnili i chcieli pozostać w Austrii, natomiast Włodzimierz był jeszcze uczniem wiedeńskiego Teresianum, a najmłodszy Ignacy - szkoły wojskowej w St. Pölten.

Sporo czasu zajęło rodzinie zagospodarowanie się na nowym miejscu, zadomowienie się we dworze, którego remont nie był całkowicie zakończony, a meble, stopniowo sprowadzane z St. Pölten, jeszcze rozmieszczano po pokojach parteru i pierwszego piętra. Cały dom został odnowiony: dano piękne, nowe tapety, urządzono się tak, by każdy z członków rodziny poczuł się tu dobrze i swojsko. Julia dostała na własny użytek pokój na pierwszym piętrze z widokiem na ogród i pobliski las. Urządziła go bardzo gustownie. Z St. Pölten sprowadziła swoje biurko i klęcznik, zawiesiła firanki i portiery. Dziwnym jednak zrządzeniem losu właśnie skrzynia z jej osobistymi rzeczami zaginęła w transporcie i nie została odnaleziona. Przepadły wypielęgnowane zeszyty szkolne i wszystkie najdroższe pamiątki dzieciństwa i lat młodzieńczych. Julia zrozumiała wymowę tego wydarzenia, przyjęła stratę ze spokojem, ku zadziwieniu rodziny.

Rozpoczęło się ciche, codzienne życie wiejskie, ze swymi kłopotami, ale i radościami. Julia jako starsza córka musiała dzielić ciężar obowiązków, które z chwilą objęcia majątku spadły na jej rodziców. Co prawda Maria Teresa zabrała się początkowo z wielkim zapałem do gospodarstwa, ale wkrótce zapał minął i musiała zastąpić ją Julia. Często już o czwartej z rana wstawała, by dopilnować robót polnych i leśnych, ażeby wykorzystać wolne chwile brała ze sobą książkę naukową, nie przestając się dokształcać. Wrażliwa na wszystko, co piękne, ogromnie kochała przyrodę. Jej ulubionym miejscem było wzgórze leśne, gdzie biło źródełko. Niebawem nowi właściciele w tym kierunku przedłużyli park.

Poza zajęciami gospodarczymi Julia miała jeszcze codziennie godzinę lekcji geografii i historii z Ernestyną i Franciszką, swymi młodszymi siostrami.

Wkrótce jednak pani Sefina uznała, że czas, by dwie najstarsze córki zacząć już "wprowadzać w świat" - jak to się wówczas nazywało - by dać im okazję do bliższego poznania towarzystwa krakowskiego. Maria Teresa cieszyła się z tego, znudzona jednostajnym życiem na wsi. Była ona jeszcze wówczas daleka od myśli poświęcenia się Bogu i z całym zapałem młodości chłonęła uroki świata. Jej miła powierzchowność, bystra inteligencja, dar prowadzenia interesujących, rozmów jednały jej powodzenie. Natomiast Julię nie nęciły rozrywki światowe. Oto co zeznaje na ten temat jej siostra Franciszka: "Świat nie pociągał Julii. Ograniczała się jedynie do sąsiedzkich odwiedzin. Nie bywała w teatrze i na zabawach. Ojciec tego od niej nie wymagał, twierdząc, że nie ma człowieka godnego jej dobroci i czystości. Julii nie wiązał uczuciowy stosunek z żadnym mężczyzną. Ona swą pierwszą, nietkniętą miłość złożyła Bogu. Miała serce wolne i może dlatego tak bezinteresownie oddane wszystkim. Całe jej zachowanie było zawsze nacechowane skromnością".

Gdy Maria Teresa wyjeżdżała z matką do Krakowa, Julia pozostawała przy ojcu, który był bardzo rad, że dotrzymuje mu towarzystwa. Twierdził, że "Joujou jest zbyt dobra, by wyjść za mąż".

Za to z wielkim zapałem zabrała się Julia do pracy apostolskiej i charytatywnej na wsi. Lipnica nie miała wówczas lekarza, więc ludzie po pomoc i radę zwracali się do dworu. Nieraz cała sień pełna była pacjentów, a starsze córki pod kierunkiem matki opatrywały rany i rozdzielały lekarstwa. Julia chodziła po chatach, odwiedzając obłożnie chorych i potrzebujących pomocy. Na Boże Narodzenie urządziła z pomocą rodziców gwiazdkę dla biednych dzieci. Z jej inicjatywy dziatwę przystępującą do pierwszej Komunii świętej podejmowano we dworze śniadaniem. Dwóch chłopców przygotowała do seminarium duchownego, znajdując na wszystko czas.

Minęły dwa lata i nadszedł rok 1885, brzemienny w trudne i bolesne przeżycia. Najpierw nawiedza dom bardzo wówczas groźna czarna ospa, na którą zapada Maria Teresa, a wkrótce także ojciec. Julia, nie zważając pa niebezpieczeństwo, na przemian ze sprowadzonymi na pomoc dwiema zakonnicami franciszkankami, pielęgnuje z całym poświęceniem swą siostrę. Choroba ma przebieg niezwykle ciężki: Maria Teresa wychodzi z niej z zeszpeconą przez ospę twarzą, natomiast organizm liczącego już sześćdziesiąt dwa lata Antoniego, nie przetrzymał jej. Antoni umarł 21 lutego 1885. Spoczął w podziemiach kościółka św. Leonarda na starym lipnicikim cmentarzu.

Pani Sefina, przygnieciona bólem, żałobą, czuła się bezradną w kraju, którego język i obyczaje były jej obce. Pasierbowie zapraszali ją do siebie namawiając do sprzedania Lipnicy, ale ponieważ dzieci pragnęły pozostać w Polsce, Sefina wyrzekła się dla nich powrotu do swojej ojczyzny, a z latami coraz bardziej przylgnęła do kraju swego męża i dzieci.

Tymczasem cały ciężar obowiązków związanych z administracją majątku, koniecznymi remontami, różnymi sprawami gospodarczymi spada na Julię. Dwór opustoszał: Maria Teresa wyjechała na dłuższy okres rekonwalescencji do krewnych w Austrii, a od grudnia obejmuje stanowisko damy dworu księżnej Alicji toskańskiej w Salzburgu, Włodzimierz, pobłogosławiony przez umierającego ojca, wstępuje w październiku tegoż roku do seminarium duchownego w Tarnowie, Ignacy nadal przebywa w szkołach wojskowych. Przy matce wdowie pozostają tylko trzy córki: dwudziestoletnia Julia i jej dwie młodsze siostry w wieku piętnastu i szesnastu lat. Wszystkie trzy, jako niepełnoletnie, pozostają pod prawną opieką krewnego, Antoniego Popiela.

Z korespondencji między Julią a Marią Teresą dowiadujemy się, że starsza siostra oddaje się teraz z wielkim zaangażowaniem twórczości pisarskiej, że jej powieści i sztuki sceniczne cieszą się dużym powodzeniem, a teraz prosi ona Julcię, by zajęła się tłumaczeniem jej utworów na język polski i czyniła w Polsce starania o ich wydanie. Julia nie umie odmówić i stąd oprócz innych zajęć dochodzi jeszcze niemały trud zadośćuczynienia prośbie Marii Teresy.

Pomimo takiego zaabsorbowania sprawami zewnętrznymi Julia ma swój wewnętrzny świat, w którym tkwi duszą i sercem. Są to sprawy nie ujawniane rodzinie, gdyż ta, choć kocha Julię całym sercem, zarzuca jej pewną egzaltację, jakąś niezrozumiałą inność. Julia staje się skryta, gdyż nie chce przedwcześnie wyjawiać swych planów życiowych, które byłyby, szczególnie dla matki, ciężkim ciosem. Okazuje się jednak, że przed kimś człowiek musi się wypowiedzieć, zwierzyć ze swych wewnętrznych przeżyć.

Zdumiewającym zjawiskiem może się wydać listowny kontakt Julii z nie znaną osobiście Ilse Düring, Niemką i protestantką. Po raz pierwszy dowiadujemy się o istnieniu panny Düring z listów Marii Teresy do Julii. Podczas pobytu w Gmunden, pięknej miejscowości w Górnej Austrii, Maria Teresa zawarła znajomość z bardzo inteligentną i kulturalną młodą osobą ze sfer arystokratycznych, która wkrótce stała się jej przyjaciółką. O tej przyjaźni doniosła Maria Teresa w liście do Julii, a ta odpisując przesyła obrazek Matki Bożej dla Ilse von Düring.

Z chwilą objęcia przez Marię Teresę stanowiska damy dworu i przeniesienia się z Gmunden do Salzburga kontakty między dwiema przyjaciółkami nie mogą już być tak ścisłe, natomiast rozwija się ciekawa korespondencja między Ilse a Julią, co dla tej ostatniej jest rzeczą całkiem niezrozumiałą. "To dziwne - pisze Julia do Marii Teresy - jakim sposobem między dwoma osobami, nie znającymi się wzajemnie, może powstać taki stosunek, jaki powoli tworzy się między nami. Może nawet lepiej, że się nie znamy, bo pisać mi łatwiej niż mówić".

Te listy stanowią rodzaj intymnego pamiętnika, w którym Julia daje upust myślom i przeżyciom przepełniającym jej duszę i serce, nie znajdując nikogo, z kim mogłaby je dzielić.

"Tylko jedno musisz mi obiecać - zastrzega Julia - że nikomu moich listów nie będziesz pokazywać. Nie pozwalam, by ktokolwiek miał wgląd w mój świat. Ty jesteś wyjątkiem, a poza Tobą nikt...".

A jednak, dziwnym zrządzeniem losu, listy te zostały odkryte po wielu, wielu latach, a tajemnice w nich zawarte stanowią klucz do zrozumienia stanu duchowego Julii wtedy, gdy krystalizowało się jej powołanie zakonne. Pisane były najczęściej w języku niemieckim, czasem po francusku. Czytając je musimy zdać sobie sprawę, że powstawały w innej epoce. Julia swój słownik, formy wypowiedzi, styl zaczerpnęła głównie z lektury dzieł ascetycznych, zwłaszcza z Naśladowania Jezusa Chrystusa i religijnej literatury francuskiej. Mimo to jednak nie zatraciła nic z własnej, indywidualnej postawy wobec wydarzeń i przeżyć duchowych. Julia jest zawsze sobą i jej charakter zaznacza się wyraźnie i przejrzyście. Widzimy ją, jak wieczorem, po całodziennej pracy, bierze książkę do ręki i zagłębia się w lekturze Nowego Testamentu czy życiorysów świętych, dowiadujemy się, jak przeżywa piękno przyrody, jaki jest jej stosunek do ludzi, czego pragnie i za czym w życiu tęskni.

Oto niektóre fragmenty tego tajnego pamiętnika: "Ilse moja, czy i Tobie nie przychodzi często na myśl, że jakaś nieopisana błogość tkwi w życiu wewnętrznym, w tym zagubieniu się w Nim, wieczystym Pięknie, przepaści Miłości?".

"Staram się osiągnąć to, do czego dążę, by mieć wzrok w Nim utkwiony i stać się bezwolnym narzędziem w Jego ręku. Pragnę, aby wszystko było mi obojętne poza tym, co Jego dotyczy, bym z Jego ręki wszystko z jednakową wdzięcznością przyjmowała. Ilse, czy chcesz ręka w rękę ze mną starać się o osiągnięcie tego celu, wzajemnie się do tego pobudzać?".

"Ilse, gdybyś wiedziała, jaka trawi mnie tęsknota, by tylko do Niego należeć. On jeden może mnie uszczęśliwić. Czyż może istnieć większe szczęście, jak siebie złożyć w ofierze i już nie do siebie, ale tylko do Niego należeć? Często słyszę, że jestem egzaltowana. A jednak, chyba ciężko by mi było żyć bez tych egzaltacji".

"Gdy przychodzą myśli próżne, wtedy nisko się pochylam, całuję ziemię i mówię sobie: jesteś gorsza niż ten ziemski pył, gdyż on pełni wolę Bożą, a ty tyle razy jej się sprzeciwiłaś. A gdy czasem lęk mnie ogarnia na myśl, jak często i czym mego Pana obrażałam, to obejmuję w duchu Jego święty krzyż i szukam obrony tam, gdzie On nie może się na mnie gniewać. Oczekuję od Pana, że będzie mnie wspierał, pomagał, bym nie upadła, lecz walczyła tak długo, jak będzie Mu się podobało, i bym dzięki temu odniosła zwycięstwo. Człowiek jest po to na ziemi, by walczyć, a gdy walka staje się bardzo ciężka. On pozostaje z nami, dopóki nie wypuścimy z rąk jego ręki".


S. Józefa Ledóchowska. ŻYCIE DLA INNYCH. BŁOGOSŁAWIONA URSZULA LEDÓCHOWSKA 1865-1939. Pallottinum 1984. Fragment pochodzi z rozdziału "W lipnickim dworze". W tekście zrezygnowano z przypisów.

Koszalin 2007 | www.urszula.ovh.org | Emilia Rogowska | Webmaster: Przemek